Na pierwszy rzut oka brzmi to jak rażąco niekorzystna polityka aktualizacji, tym bardziej że konsumenci coraz częściej zwracają uwagę na długość wsparcia programowego przy zakupie telefonu. Okazuje się jednak, że takie podejście jest możliwe głównie z powodu języka użytego w unijnych przepisach dotyczących ekologii i aktualizacji oprogramowania dla urządzeń elektronicznych.
Punktem wyjścia jest rozporządzenie Komisji Europejskiej, które miało zmusić producentów do poprawy wsparcia aktualizacjami. Kluczowy fragment regulacji mówi, że od momentu zakończenia wprowadzania danego modelu na rynek aż przez co najmniej pięć lat producenci, importerzy lub upoważnieni przedstawiciele muszą – jeśli dostarczają aktualizacje bezpieczeństwa, poprawki czy aktualizacje funkcjonalne – udostępniać je bezpłatnie wszystkim egzemplarzom tego modelu. Na pierwszy rzut oka sugeruje to obowiązek zapewniania wieloletnich aktualizacji, ale przy bliższej lekturze centrum ciężkości spoczywa na jednym słowie: „jeśli”.
To właśnie ten warunek sprawia, że regulacja nie wymusza wprost oferowania jakichkolwiek aktualizacji, a jedynie reguluje zasady ich dystrybucji, gdy już się pojawią. W praktyce oznacza to, że producent może formalnie wywiązać się z wymogów, decydując się… w ogóle nie wydawać aktualizacji systemu, ani do nowszej wersji Androida, ani w postaci regularnych łatek bezpieczeństwa, o ile tym samym nie składa obietnic ani nie inicjuje cyklu aktualizacji. Dopiero w momencie, gdy firma zaczyna dostarczać jakiekolwiek poprawki, zobowiązuje się do kontynuowania ich udostępniania przez pięć lat od chwili, gdy ostatnia sztuka danego modelu trafiła oficjalnie na rynek.
Innymi słowy, jeśli producent zdecyduje się niczego nie rozwijać po premierze telefonu, wymogi formalne pozostaną spełnione, choć duch regulacji – poprawa długowieczności i bezpieczeństwa urządzeń – zostaje w praktyce osłabiony.
Konsekwencje takiej konstrukcji przepisów mogą być poważne dla przyszłości smartfonów sprzedawanych w Europie. Skoro Motorola potrafi zaoferować model bez aktualizacji systemu Android, ale z deklaracją pięcioletnich poprawek bezpieczeństwa, to inne marki mogą skorzystać z podobnej interpretacji i również ograniczyć lub całkowicie zrezygnować z dużych aktualizacji systemu.
W skrajnym scenariuszu użytkownicy tańszych urządzeń mogliby coraz częściej otrzymywać telefony z bardzo krótkim lub wręcz zerowym wsparciem dla nowych wersji Androida, co przełoży się na gorsze bezpieczeństwo, brak nowych funkcji oraz szybsze zużywanie się sprzętu pod kątem oprogramowania. Jednocześnie aktualizacje stały się ważnym argumentem marketingowym marek takich jak Google czy Samsung, które chwalą się wieloletnim wsparciem obejmującym zarówno system, jak i poprawki bezpieczeństwa. W tym kontekście Motorola może krótkoterminowo ograniczać swoje koszty, ale długoterminowo ryzykuje utratą zaufania i konkurencyjności wobec firm, które na wsparciu oprogramowania budują swoją przewagę.
Źródło: Android Authority


