Dla wielu użytkowników może to być symboliczny koniec pewnej epoki, bo OnePlus w 2014 roku wszedł na rynek z niezwykle agresywnym hasłem: co jeśli telefon mógłby być jednocześnie tańszy i szybszy niż konkurencja. Po ponad dekadzie rynek wygląda jednak zupełnie inaczej, a sam OnePlus jest dziś mocno podporządkowany strategii Oppo, swojego właściciela.
Firma miała już za sobą wyraźne symptomy odwrotu z Zachodu. Po krótkim okresie ekspansji w USA, napędzanym umowami z T-Mobile i Verizonem, OnePlus zaczął coraz wyraźniej przesuwać środek ciężkości do Indii, gdzie marka radziła sobie lepiej. Równolegle rosło podporządkowanie Oppo – wspólne projekty sprzętowe, coraz bliższe zlanie się nakładek i unifikacja portfolio sprawiły, że OnePlus przestał wyglądać jak niezależny gracz, a zaczął przypominać subbrand swojego właściciela. Mimo tego, do końca 2025 roku firma wciąż doprowadzała do premier flagowców w USA i Europie, czego najlepszym przykładem jest OnePlus 15, który trafił do sprzedaży pod koniec zeszłego roku.
Jeszcze na początku 2026 roku OnePlus starał się zaprzeczać plotkom o rzekomym wycofaniu się z Zachodu, ale język używany w komunikatach był wymijający i nigdy nie padało wprost zobowiązanie do przyszłych premier.
Teraz narracja jest już mniej dwuznaczna. W oficjalnym oświadczeniu firma tłumaczy, że „w ramach proaktywnej, globalnej korekty strategii OnePlus zdecydował się zakończyć wprowadzanie nowych produktów w Europie i Ameryce Północnej”. To miękkie sformułowanie, ale jego efekt jest jednoznaczny: nowych modeli w tych regionach nie będzie. Producent obiecuje kontynuację wsparcia programowego dla już sprzedanych telefonów. Oznacza to, że posiadacze OnePlusów nie zostaną natychmiast odcięci od aktualizacji.
Jednym z najbardziej namacalnych skutków tej decyzji będzie pełne przejście OnePlusa na oprogramowanie Oppo. Telefony marki porzucą własną wersję Androida znaną jako OxygenOS na rzecz ColorOS wraz z aktualizacją do Androida 17 na całym świecie. Z punktu widzenia dotychczasowych fanów to cios symboliczny – OxygenOS przez lata był jednym z głównych wyróżników telefonów OnePlus, kojarzonym z szybkością, względną lekkością i podejściem bliższym „czystemu” Androidowi. Przejście na ColorOS cementuje proces, w którym OnePlus z osobnej, „zbuntowanej” marki zamienia się w kolejną odmianę Oppo. Co istotne, nowe urządzenia pojawiać się będą wyłącznie w Indiach i Chinach.
Konsekwencje dla europejskiego i amerykańskiego rynku będą różne. W Europie skutki mogą wydawać się łagodniejsze, bo miejsce OnePlusa w naturalny sposób zajmą urządzenia Oppo, które w wielu przypadkach i tak dzieliły z nim podzespoły, projekty i rozwiązania programistyczne. Użytkownikom trudno będzie jednak nie zauważyć, że to kolejna marka, która ogranicza swoją zachodnią obecność, co kumuluje się z ogólnie malejącą różnorodnością portfolio dostępnego w sklepach.
W USA sytuacja wygląda znacznie gorzej, ponieważ Oppo oficjalnie tam nie działa, a duże chińskie marki konsekwentnie omijają ten rynek. Partnerstwa z operatorami, niezbędne do masowej sprzedaży telefonów w Stanach Zjednoczonych, okazały się polem minowym dla firm takich jak ZTE czy Huawei, które napotkały poważne przeszkody prawne i regulacyjne, a dziś już w ogóle nie produkują urządzeń przeznaczonych na ten rynek.
Wycofanie OnePlusa jest więc kolejnym krokiem w stronę „pustyni smartfonowej” w USA. Przy braku chińskich producentów i znikaniu mniejszych graczy rynek zostaje de facto zdominowany przez duet Samsung–Apple. Wszystko, co nie jest logo tych dwóch marek, zaczyna być jedynie statystycznym marginesem, co daje gigantycznym graczom sporą swobodę w podnoszeniu cen.
W Europie nadal jest większe pole manewru, ale również tutaj widać koncentrację udziałów wokół kilku największych firm. Użytkownik, który chciałby świadomie „zagłosować portfelem” przeciwko dominacji dwóch liderów, ma coraz mniej realnych alternatyw.
Źródło: Ars Technica


