Punktem wyjścia dla nowych regulacji jest unijne dążenie do lepszego zarządzania cyklem życia baterii, ograniczenia elektrośmieci i ułatwienia recyklingu. W dokumentach z 2023 roku, z poprawkami z 2025, UE kładzie nacisk na „naprawialność” i „wymienność” baterii, ale robi to za pomocą definicji, które zostawiają producentom kilka ścieżek spełnienia przepisów.
Zgodnie z regulacjami bateria w urządzeniu przenośnym jest uznawana za „wyjmowalną przez użytkownika”, jeśli można ją usunąć za pomocą ogólnodostępnych narzędzi – bez użycia specjalistycznych, zastrzeżonych narzędzi, bez podgrzewania obudowy i bez użycia rozpuszczalników. Przykładowy śrubokręt torx czy podstawowy zestaw narzędzi dostępny w sklepach nie są traktowane jako „specjalistyczne”, natomiast firmowe, nietypowe śrubokręty czy systemy wykorzystujące klej, które wymagają nagrzania obudowy, już mogą paść ofiarą nowych przepisów.
To właśnie z tej definicji wzięło się przekonanie, że od 2027 roku wszystkie smartfony będą musiały pozwalać na łatwe zdjęcie tylnej klapki i wyjęcie baterii bez żadnych narzędzi, jak w klasycznych telefonach sprzed ery unibody i wysokich norm wodoszczelności. W praktyce większość współczesnych flagowców, takich jak Google Pixel czy Samsung Galaxy, jest projektowana jako wodoszczelne konstrukcje z silnym klejem między ramką a tylnym panelem, co wymaga użycia ciepła do rozdzielenia elementów. To oznacza, że formalnie nie spełniają one kryterium „łatwo wyjmowalnej” baterii, ale jednocześnie nie są automatycznie dyskwalifikowane przez regulacje – dla takich urządzeń UE przewiduje alternatywną ścieżkę spełnienia wymogów.
Kluczowe są tutaj dodatkowe zapisy dotyczące zdrowia baterii i parametrów samego urządzenia. Regulacje przewidują, że jeśli producent zapewni określony poziom trwałości ogniwa – na przykład co najmniej 83% nominalnej pojemności po 500 pełnych cyklach ładowania oraz co najmniej 80% po 1000 cyklach – a urządzenie spełnia przy tym wysoki standard ochrony przed pyłem i wodą, na poziomie IP67 lub wyższym, to bateria nie musi być łatwo wyjmowalna przez użytkownika końcowego. Innymi słowy, UE dopuszcza konstrukcje, w których baterię wymienia profesjonalny serwis, o ile smartfon zapewnia wysoką trwałość ogniwa oraz solidną ochronę przed czynnikami zewnętrznymi.
Przykładowo w Pixelach, od modelu Pixel 8a w górę, urządzenia są zaprojektowane tak, aby utrzymać co najmniej 80% pojemności baterii po 1000 pełnych cyklach ładowania. Z kolei smartfony Samsunga tradycyjnie wypadają w takich testach jeszcze lepiej, co stawia je w komfortowej sytuacji względem nowych przepisów.
Takie parametry sprawiają, że wiele flagowców z Androidem już dziś wpisuje się w granice, jakie UE wyznacza dla urządzeń ze „specjalistyczną” konstrukcją, w których bezpośrednia, domowa wymiana baterii nie jest wymagana. To jeden z powodów, dla których unijne regulacje nie wymuszą gwałtownego zwrotu w stronę starych, zdejmowanych klapek, przynajmniej w najwyższych segmentach rynku.
Istotne jest również to, że regulacje obowiązują na terenie Unii Europejskiej, a nie globalnie. Dla flagowych modeli producentom opłaca się spełnić wysokie normy trwałości baterii i wodoszczelności, co pozwala utrzymać obecny design i jednocześnie ogranicza potrzebę interwencji serwisowych związanych z degradacją akumulatorów.
Jednak dla tańszych urządzeń, które nie osiągają tak dobrych parametrów ani w zakresie żywotności baterii, ani wodoszczelności, konsekwencje mogą być inne. W ich przypadku przepisy mogą wymuszać prostszą, bardziej modułową konstrukcję, która ułatwia wyjęcie baterii bez użycia ciepła i rozpuszczalników, co powinno przełożyć się na tańsze i łatwiejsze naprawy w cyklu życia urządzenia. Mogą też jednak skłonić producenta, do wycofania się z rynku unijnego, ponieważ uzna, że koszty zmian nie zwrócą się.
Źródło: 9To5Google


