Na tym nie koniec – mówiły także o planowanych zwolnieniach sięgających nawet 40 procent zespołu, co w kontekście młodej, głośnej marki brzmiało jak sygnał poważnego kryzysu. Informacje szybko podchwyciły media technologiczne oraz społeczności fanów, dla których Nothing jest jednym z najciekawszych nowych graczy na rynku smartfonów.
W odpowiedzi na te doniesienia Akis Evangelidis, jedna z kluczowych osób w Nothing, zabrał głos w mediach społecznościowych i określił te doniesienia jako „fake news”, podkreślając, że firma „nie zamyka żadnych rynków”, a przywołane w raporcie liczby dotyczące sprzedaży Phone’a (4b) są niezgodne z rzeczywistością.
Co więcej, według jego danych budżetowy model miał sprzedać „nieco poniżej 30 000 sztuk” zaledwie w pierwszym dniu dostępności, co sugeruje znacząco lepsze przyjęcie urządzenia przez klientów niż wynikałoby z wcześniejszych informacji.
To jednak nie oznacza, że wszystkie wspomniane doniesienia były wyłącznie wytworem wyobraźni – Evangelidis przyznał bowiem, że element dotyczący zwolnień jest „przynajmniej częściowo” prawdziwy. Zamiast całkowicie zaprzeczyć, wskazał, że Nothing jest w trakcie reorganizacji zespołów w ramach przygotowań do „kolejnej fazy wzrostu”, co wiąże się z utworzeniem dedykowanych jednostek biznesowych, w tym „AI‑native business unit”, oraz konsolidacją poszczególnych krajów w większe huby regionalne.
W praktyce oznacza to, że część stanowisk rzeczywiście została lub zostanie zlikwidowana, ale zdaniem firmy skala cięć jest znacznie mniejsza niż sugerowane w raporcie „do 40 procent” załogi, które Evangelidis określił jako „mocno przesadzone”.
Szczególnie ciekawy jest fragment wypowiedzi dotyczący konsolidacji krajów w regionalne centra, który sam przedstawiciel Nothing wskazał jako potencjalne źródło błędnej interpretacji. Taka zmiana organizacyjna może dla obserwatora z zewnątrz wyglądać jak wyjście z danego rynku, zwłaszcza jeśli lokalne biuro traci autonomię, a część funkcji operacyjnych jest przenoszona do innego kraju. Z perspektywy użytkowników może to wzbudzać pytania o dostępność lokalnego wsparcia, serwisu, działań marketingowych czy choćby obecność marki w fizycznych kanałach sprzedaży – nawet jeśli formalnie Nothing nie „zamyka” rynku, to jego aktywność może zostać ograniczona.
Dodatkowego napięcia całej historii dodaje fakt, że dziennikarz odpowiedzialny za pierwotny raport poinformował, iż Nothing miało „cały tydzień” na ustosunkowanie się do przesłanych pytań i weryfikację zarzutów, zanim publikacja ujrzała światło dzienne. Według jego relacji w tym czasie firma nie przekazała żadnego stanowiska ani sprostowania, co dopiero po publikacji raportu zostało zastąpione mocnym, publicznym dementi.
Źródło: 9To5Google


