Durow twierdzi, że osoba stojąca za incydentem umieściła w publicznej grupie nielegalne materiały przedstawiające seksualne wykorzystywanie dzieci. Treść miała zostać dodana poprzez edycję starej wiadomości w aktywnym czacie. Taki sposób działania mógł utrudnić członkom grupy zauważenie wpisu oraz jego samodzielne zgłoszenie.
Według szefa Telegrama atakujący wykorzystują automatyczne konta do umieszczania zakazanych materiałów w publicznych społecznościach, a następnie zgłaszają je bezpośrednio do Apple. Celem ma być doprowadzenie do usunięcia legalnie działających grup lub całej aplikacji, zwłaszcza gdy ich administratorzy odmawiają zapłaty.
Durow zarzuca Apple, że firma zdjęła Telegram ze sklepu zanim skontaktowała się z zespołem komunikatora. Apple nie przedstawiło wówczas publicznego komentarza. Zdaniem CEO Telegrama sytuacja powinna być ostrzeżeniem dla twórców każdej aplikacji, która hostuje treści tworzone przez użytkowników: nawet duży serwis może stracić dostęp do kluczowej platformy dystrybucji bez wcześniejszego wyjaśnienia sprawy.
Telegram deklaruje, że szybko usuwa nielegalne materiały z publicznych grup z wykorzystaniem narzędzi moderacyjnych. W opisywanym przypadku atak miał jednak wykorzystywać techniczny mechanizm edytowania wcześniej opublikowanej wiadomości.
Źródło: The Verge


