Żeby zrozumieć, gdzie dokładnie powstaje ten problem, zespół przez długie miesiące analizował proces renderowania Chrome’a na Androidzie z pomocą dodatkowych narzędzi pomiarowych, mapując wszystkie miejsca, w których mogły kumulować się nawet minimalne opóźnienia.
Samo przyspieszenie kodu nie wystarczyło, bo Chrome jako przeglądarka pracuje w wielu procesach jednocześnie, rozdzielając zadania ze względów bezpieczeństwa i stabilności, co z definicji zwiększa liczbę potencjalnie problematycznych punktów generujących opóźnienia. Google zdecydowało się więc na głębsze zmiany architektoniczne: przekierowało obsługę dotyku na szybszą ścieżkę, zredukowało liczbę i koszt komunikacji między procesami przeglądarki oraz przeniosło więcej pracy na GPU, tak by jak najwięcej elementów interfejsu mogło być renderowanych z wykorzystaniem akceleracji sprzętowej.
Równolegle firma współpracowała z zespołem odpowiedzialnym za Androida jako system operacyjny, by priorytetowo potraktować wątki odpowiedzialne za obsługę wejścia – dzięki temu zdarzenia dotykowe szybciej trafiają do Chrome’a, który może w bardziej przewidywalny sposób generować kolejne klatki animacji podczas przewijania.
W efekcie tych zmian Google pokazuje wykres spadku liczby przycięć w trakcie przewijania między rokiem 2023 a 2026 rokiem, podkreślając, że dziś Chrome na Androidzie notuje prawie o połowę mniej takich zjawisk niż trzy lata temu. To nie jest coś, co użytkownik zobaczy na liście zmian jako jedną „wielką nowość”, ale raczej subtelna różnica w codziennym korzystaniu z aplikacji – jeśli w ostatnich miesiącach miałeś wrażenie, że przewijanie stron w mobilnym Chrome jest bardziej płynne, Google wprost mówi, że właśnie taki był cel tych prac.
Źródło: Yahoo Tech


