Aplikacja HiLight Studio pozwala nie tylko zmienić kolor światła, ale też przypisać różne barwy i wzory do konkretnych aplikacji, tworzyć własne presety, a nawet utrzymywać diodę aktywną cały czas.
W praktyce oznacza to, że Pixel 11 Pro zyskuje funkcjonalność klasycznej diody powiadomień – tej samej, którą smartfony z Androidem miały już ponad dekadę temu. Warto przypomnieć, że wtedy również trzeba było poczekać, zanim Android zyskał oficjalne ustawienia pozwalające przypisywać różne kolory do powiadomień aplikacji (do tego czasu konieczne było posiłkowanie się custom ROMami jak CyanogenMod). Historia jak widać zatacza koło.

Problemem pozostaje skomplikowana instalacja. Aplikację trzeba pobrać z GitHuba i zainstalować przez ADB z komputera (Google Play Protect nadgorliwie ją blokuje przy instalacji bezpośrednio na urzązeniu ze względu na dostep do API powiadomień), a następnie przyznać dodatkowe uprawnienia z pomocą Shizuku lub roota.
Co więcej, po każdym restarcie telefonu konieczna jest ponowna aktywacja. Google nie ułatwia życia tym, którzy chcą wykorzystać „HiLight” w pełni – i trudno oprzeć się wrażeniu, że firma celowo ogranicza dostęp, podobnie jak wcześniej przy Soli czy czujniku temperatury. Mimo to fakt, że społeczność odblokowała funkcję w jeden dzień, pokazuje, jak duża jest potrzeba bardziej otwartego podejścia.
Cała sytuacja stawia Google w ciekawym świetle. Z jednej strony firma wprowadza nowy element sprzętowy, który mógłby stać się jednym z najbardziej charakterystycznych dodatków w Pixelach. Z drugiej – ogranicza go tak mocno, że użytkownicy muszą sięgać po obejścia odkryte przez społeczność, aby wykorzystać jego potencjał.
Źródło: 9To5Google


